Fińska szkoła na arabskiej pustyni

W Katarze chodzimy do szkoły fińskiej. Anglojęzyczna fińska szkoła na środku arabskiej pustyni. Dokładnie tak to wygląda, bo mieści się w takiej części Dohy, która nie jest jeszcze całkiem zabudowana. A tu w miejscach, gdzie nie ma budynków jest pustynia. Nasza szkoła otoczona jest wysokim murem, jak wszystkie budynki tutaj, ale nawet gdyby go nie była, raczej nie mielibyśmy po co i dokąd z niej wyjść. Nie zresztą, żebyśmy mieli taką potrzebę, bo – prawdę mówiąc – nasza szkoła jest bardzo fajna i w sumie lubimy w niej być.

Fińska szkoła – dzieci z całego świata

W naszej szkole są dzieci z ponad 60 krajów i wszyscy jakoś się dogadujemy. O niektórych to w ogóle ciężko powiedzieć z jakiego kraju są, bo na przykład mają mamę z Wielkiej Brytanii, tatę z Libanu, ale wychowanego w USA, urodzili się w Kanadzie, ale od urodzenia mieszkali w Dubaju, potem w Malezji, a teraz w Katarze. Dla nas to w każdym razie nie ma specjalnego znaczenia, bo i tak bawimy się razem, tłuczemy albo gramy razem w piłę (nawet Amerykanie, którzy w zasadzie nie rozumieją czym jest piłka nożna i gadają ciągle o jakimś amerykańskim futbolu, który jest nie wiadomo czym). Musimy też współpracować, bo u nas w szkole bardzo dużo rzeczy robi się w grupach.

Któregoś dnia dzieci z mojej klasy narysowały flagi swoich krajów i wyszło, że trochę ich jest. Zobaczcie:

Adam-szkoła_flagi

Ta na dole to nie odwrócona do góry nogami flaga Polski, tylko flaga Indonezji.

Nauczycieli też mamy z różnych krajów, wielu jest z Finlandii. Śmiesznie wyglądają. Zawsze są tacy strasznie biali i mają białe włosy. Ale są też Amerykanie, Anglicy czy Irlandczycy. Są też arabscy nauczyciele. Panie w chustach na głowach. Panowie w długich szatach z długimi brodami, choć nie wszyscy. Niektórzy Arabowie ubierają się tak jak my. Do nauczycieli mówimy po imieniu. Kiedyś mieliśmy nauczyciela, który nazywał się Nicolas i powiedział nam, żebyśmy mówili do niego Nico. Dla nas to było ok, ale arabskie dzieci miały z tego niesamowity ubaw. W końcu nasz inny nauczyciel, taki od języka arabskiego, powiedział panu Nicolasowi, żeby jednak nie używał zdrobnienia Nico, bo to okropnie brzydkie słowo po arabsku, które oznacza siusiaka tylko gorzej powiedzianego. No i pan Nicolas już nie chciał, żeby go nazywać Nico.

Fińska szkoła – zadania domowe

Wszyscy pytają naszych rodziców JAKA JEST TA FIŃSKA SZKOŁA. Bo podobno w jakiś rankingach (czyli takich konkursach, gdzie się porównuje jak uczniowie się uczą) wyszło, że fińskie szkoły są bardzo dobre. No i rodzice ciągle muszą mówić co takiego niesamowitego jest w tej edukacji. Mnie i Brata żadne rankingi nie interesują nic a nic. Lubimy za to naszą szkołę i bez rankingów. Rodzice powiedzieli, żebyśmy napisali dlaczego, to może jakoś z tego wyniknie, co jest ciekawego w tej fińskiej edukacji.

Najpierw puszczę wam filmik. Trwa tylko 3 minuty. Taki znany pan, który robi filmy dokumentalne w USA idzie w nim do fińskiej szkoły i dziwi się, że dzieci mają w niej tak mało lekcji, nie dostają zadań domowych (przynajmniej takich, do których jesteśmy przyzwyczajeni) i ktoś je pyta o zdanie. Popatrzcie. I nie zniechęcajcie się jakimś wykresem na początku. Potem już żadnych nie ma.

W tym filmie najfajniejsze jest to, jak dyrektorka szkoły mówi, że dzieci powinny się przede wszystkim bawić. Choć nie wierzcie im w to do końca. Nasz dyrektor też potrafi chodzić przebrany za Harrego Pottera, jak chce nam coś wytłumaczyć zawsze robi to przy pomocy swojej pacynki – pluszowego lisa, tańczy i wygłupia się z nami, ale jak nas przycisną, to się uczymy gramatyki  i matematyki i nie ma zmiłuj.

Faktycznie jednak mamy mniej lekcji niż w Polsce, mamy dłuższe przerwy i UWAGA – NAPRAWDĘ PRAWIE NIE MAMY ZADAŃ DOMOWYCH!!! To jest prawda co ci Finowie mówią w filmie. To znaczy czasem jakieś zadania mamy, ale nasi nauczyciele nie uważają, że to takie takie niezbędne. Poza tym, czy za zadanie domowe można uznać na przykład posłuchanie jakijś muzyki albo zapytanie rodziców o historię rodziny.

Fińska szkoła – uczysz się cały czas

Nasi nauczyciele uważają, że uczymy się cały czas, nawet chodząc po drzewach i gapiąc się na insekty, tak jak powiedziała jedna pani w filmie. My bardzo próbowaliśmy się tu uczyć w ten sposób, zrezygnowaliśmy trochę z powodu niedostatku drzew i wyginięcia insektów, które nie są w stanie przetrwać 50-stopniowych upałów. Jak jednak udało nam się dorwać palmę pod domem naszego kolegi Katarczyka to właziliśmy na nią tak długo, aż obtarliśmy sobie kolana i dowiedzieliśmy się przy okazji od jego taty, że to palma daktylowa, że można z niej zbierać daktyle 3 razy do roku i że jedna taka palma rodzi do 300 kg daktyli rocznie. Mega! Dowiedzieliśmy się też, że jak Katarczycy byli jeszcze bardzo biedni i głodowali i czasem nie mieli nawet daktyli do jedzenia, to zalewali pestki daktylowe wodą i pili tę wodę i że nawet w takiej pestce jest tyle składników odżywczych, że byli w stanie przeżyć. Mega! No i powiedzcie, czy ci fińscy nauczyciele nie mają racji, czy zamiast robić zadania domowe nie lepiej łazić po drzewach? Przy okazji człowiek uczy się i biologii i chemii i historii. I jeszcze dostaliśmy daktyli od taty kolegi. pexels-photo-804410.jpeg

Fińska szkoła – zrób sobie zabawkę

Najbardziej w naszej szkole lubię takie i zajęcia, kiedy się „nie uczymy”. Robimy wtedy coś z drewna albo szyjemy, albo kleimy albo rysujemy albo lepimy albo rzeźbimy albo robimy robimy różne takie, które nasi nauczyciele uważają za uczenie, a rodzice ciągle nie mogą zdecydować, czy im wierzyć, że to uczenie czy nie. Mamy specjalne pracownie do tego, z maszynami do szycia, z narzędziami do obróbki drewna itd. Sami robimy sobie zabawki, projektujemy i sami robimy rzeczy, które uznamy za potrzebne, na przykład stojaki na plecaki, a jak nam się podrze ubranie to je sobie zszywamy.

WP_20180222_10_20_42_Pro[1]

Taką zabawkę sobie zrobiliśmy na przykład. Kółka z materiału w środku mają zaszyty ryż. Wcale nie jest łatwo trafić nimi na te bolce.

Fińska szkoła – zrób sobie bakterię

Mamy też zajęcia z muzyki, gramy na instrumentach, malujemy, wyklejamy, lepimy z gliny. Mamy dużo takich lekcji. I to czasem wcale nie jest plastyka tylko np. „Science” czyli Nauka. Bo na przykład rysujemy na wielkiej kartce obrys ciała kolegi i potem musimy mu „powstawiać” wszystkie organy na właściwe miejsce, serce, nerki, mózg itd. Albo robimy kolorowe plamy z farby i potem je rozdmuchujemy. Powstają fantastyczne kolorowe kształty i to są bakterie. Bo bakterie naprawdę są takie zwariowane i kolorowe, choć czasem bardzo niebezpieczne. Potem w grupach przygotowujemy, z różnych materiałów, wielkie prezentacje o zdrowym trybie życia, pracujemy wspólnie i fajnie nam to wychodzi. Przynajmniej nam się podoba. Robimy spadochrony na lekcji o grawitacji i porównujemy jak spadają z balkonu. Przygotowujemy gazetę, piszmy swoje książki i zagadki matematyczne.

Rodzice mówią, że to taki sposób uczenia, że nie ma dokładnie podziału na przedmioty tylko na tematy. Na przykład mamy temat: „Mapy” i zajmujemy się nim na różnych zajęciach. Na „Science” nie tylko uczymy się odczytywać różne mapy, ale i przygotowujemy własne. Na matematyce chodzimy z mapą na tabletach po szkole i wyszukujemy ukryte zagadki matematyczne. Poprawne rozwiązanie wszystkich daje odpowiedź na pytanie, które nauczyciel zadał na początku lekcji. Nawet na PE, czyli polskim wf-ie, dostajemy mapy i biegamy wg. nich po terenie szkoły itd. Tylko na muzyce, o ile pamiętam, nie śpiewaliśmy o mapach. Może nie ma takich piosenek.

Fińska szkoła – komputer jak długopis

W fińskiej szkole dużo korzysta się z różnych elektronicznych urządzeń. Nie na informatyce. W ogóle nie ma takiego przedmiotu. Chyba, że kodowanie. Korzysta się z różnych aplikacji na tych zajęciach, na których jest to potrzebne. Pewnie to jest drogie, bo potrzebne są do tego tablety, laptopy, czy IPady w klasach i wykupiony dostęp do różnych fajnych aplikacji. W Finlandii płaci za to państwo, bo szkoły są publiczne. Może i w Polsce by tak mogło być, bo chyba warto tak na przyszłość. W naszej szkole są też inne urządzenia, np.  mikroskopy, pod którymi można zobaczyć różne małe rzeczy strasznie powiększone i rzucone na ekran. Wiem, że w niektórych polskich szkołach są tablice elektroniczne takie jak tu. W dalszych wpisach napiszę wam o takich aplikacjach, które są darmowe i fajne. Można w nich na przykład opublikować sobie książkę, zrobić film albo nauczyć się szybko pisać na komputerze. Może je znacie, ale jak nie to zobaczcie.

Fińska szkoła – uczysz się w różnych grupach

W fińskiej szkole jest podział na klasy, ale dużo zajęć mamy w ten sposób, że miesza się dzieci z różnych klas. Na przykład na lekcjach angielskiego czy arabskiego. To do jakiej grupy idziesz, zależy od poziomu. Na innych lekcjach też nas łączą albo dzielą czasami. W ten sposób zresztą poznajemy dużo dzieci nie z naszej klasy i to jest fajne, bo potem możemy się wszyscy razem bawić na przerwach.

Fińska szkoła – dzieci mają głos

No i jeszcze jedno. W fińskiej szkole słuchają dzieci. Mówimy nauczycielom czy dyrektorowi co nam się podoba, a co nie. Mówimy na przykład, że jakieś lekcje nas nudzą i dlaczego. Mama twierdzi, że ona nigdy nie ośmieliłaby się powiedzieć nic takiego w swojej szkole (choć nudziła ją większość lekcji), a nawet gdyby się odważyła to na pewno nie skończyłoby się to dla niej dobrze. Nasi nauczyciele rozmawiają z nami i czujemy, że możemy coś zmienić. Przedstawiamy też swoje pomysły i jak mają sens to są realizowane. Na przykład klasa Brata zauważyła, że są dzieci, które nie mają się z kim bawić na przerwie, dlatego dzieci zaproponowały, żeby ten, kto chce się z kimś pobawić, siadał na specjalnej ławce. Nakręcili nawet film, gdzie pokazują jak to działa, żeby wszyscy w szkole się o tym dowiedzieli. Teraz jak ktoś siada na tej ławce, podchodzą do niego inni, nawet jak go nie znają, bo wiedzą, że jest sam i szuka towarzystwa. Dla nas jest też normalne, że na koniec semestru czy roku szkolnego dostajemy nie tylko ocenę od nauczyciela, ale i my sami możemy napisać, co nam się podoba, a co nie w szkole i na lekcjach, co chcielibyśmy zmienić, czego się nauczyliśmy, a co sprawia nam trudności.

Fińska szkoła – uczysz się nie tylko w klasach

Śmieszne dla was pewnie byłoby też to, że nie zawsze uczymy się w klasie, że dla nas miejscem do nauki jest cała szkoła. Nieraz wychodzimy się uczyć na korytarzach, w częściach wspólnych, na sali gimnastycznej, gdzie wcale nie mamy akurat gimnastyki czy na dworze. Siedzimy czasem nie na krzesłach ale na pufach albo piłkach, czasem skaczemy, czasem leżymy. Wszędzie można się w końcu uczyć, nawet na schodach:

QFIS_schody

albo w hallu:

 

WP_20180215_14_55_29_Pro[1]

Fińska szkoła jest najlepsza

Dlaczego fińskie szkoły wypadają dobrze w rankingach to wam nie powiemy. Czy nasza szkoła jest wyjątkowa też wam nie powiemy. Sami oceńcie. Dla nas na pewno jest, ale nie dlatego, że jest fińska tylko dlatego, że jest nasza.

Na koniec wam jeszcze puszczę fińską piosenkę. Ten język jest mega. Wyobraźcie sobie, że Finowie naprawdę tak do siebie mówią:

No to z tradycyjnym fińskim pozdrowieniem: Hei!

 

3 myśli na temat “Fińska szkoła na arabskiej pustyni

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Powered by WordPress.com. Motyw: Baskerville 2. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d bloggers like this: